Kowal kuje, szewc szyje, a kołodziej robi koła. Wiele dawnych nazw zawodów to małe zagadki językowe, które łatwo rozwiązać, gdy znamy słowo, od którego pochodzą. Oto dziesięć ciekawostek, dzięki którym spojrzysz inaczej na rzemiosła znane z książek, muzeów i nazwisk.
Nazwy od czynności: kto co robi
Najprostszy sposób na nazwanie fachu to wskazanie, co rzemieślnik robi rękami. Tak powstało kilka najstarszych nazw.
- Kowal. Nazwa wywodzi się od czasownika kuć (dawniej także kować). Kowal to po prostu ten, który kuje, czyli obrabia rozgrzany metal uderzeniami młota. Dawniej był jednym z najważniejszych rzemieślników we wsi, bo robił i naprawiał narzędzia, okucia i podkowy.
- Szewc. Słowo łączy się z czasownikiem szyć. Dziś buty kojarzą się raczej z klejeniem i fabryczną produkcją, ale nazwa zachowała pamięć o dawnej technice, w której skórzane części łączono nićmi i dratwą.
- Cieśla. Językoznawcy wiążą to słowo z ciosaniem, czyli obrabianiem drewna siekierą i podobnymi narzędziami. Cieśla budował więźby dachowe, domy i mosty, a więc zajmował się większymi konstrukcjami niż stolarz.
- Krawiec. Nazwa wiąże się z dawnym krawaniem, czyli krojeniem materiału. Najpierw trzeba było dobrze pociąć tkaninę, dopiero potem ją zszyć, i to ten pierwszy etap dał nazwę całemu zawodowi.
Nazwy od przedmiotu: co powstaje w warsztacie
Drugi sposób to nazwanie rzemieślnika od tego, co wytwarza. Takie nazwy zwykle łatwo skojarzyć z konkretną rzeczą.
- Kołodziej. Wystarczy spojrzeć na rdzeń słowa: koło. Kołodziej robił koła, a także całe wozy, sanie i inne pojazdy. To był wymagający fach, bo drewniane koło musiało być jednocześnie lekkie, wytrzymałe i dobrze spasowane z metalowym obręczem.
- Bednarz. Jego nazwa pochodzi od słowa bednia, czyli drewnianego naczynia, beczki. Bednarz składał beczki, kadzie i wiadra z klepek ściągniętych obręczami. Dziś słowo „bednia” jest rzadkie, ale w nazwie zawodu nadal żyje.
- Garncarz. Tu skojarzenie jest oczywiste: garnek. Garncarz lepił naczynia z gliny i wypalał je w piecu. Współczesne słowo „ceramik” brzmi bardziej fachowo, ale garncarz jest od niego znacznie starszy.
- Powroźnik. Od słowa powróz, czyli gruby sznur lub lina. Powroźnik skręcał włókna roślinne w mocne sznury, które były potrzebne w gospodarstwie, przy transporcie i w żegludze.
Słowa pożyczone i zapomniane
Nie wszystkie nazwy są rodzime. Niektóre przyszły z sąsiednich języków razem z rzemiosłem, inne dotyczą zajęć, które prawie zniknęły.
- Rymarz. Nazwa pochodzi od niemieckiego słowa oznaczającego rzemień. Rymarz wyrabiał skórzane pasy, uprzęże i inne elementy zaprzęgu. Jest to dobry przykład tego, że wraz z fachem do polszczyzny trafiało też słownictwo.
- Bartnik. To zawód, o którym wielu z nas nie słyszało. Nazwa pochodzi od słowa barć, czyli wydrążonej dziupli w drzewie, w której żyły pszczoły. Bartnik wspinał się na drzewa i opiekował się takimi dziuplami, aby pozyskiwać miód i wosk. Dziś pszczelarstwo wygląda zupełnie inaczej, ale słowo przetrwało choćby w nazwiskach i nazwach miejscowości.
Jak czytać dawne nazwy zawodów
Gdy poznasz kilka reguł, zaczniesz rozpoznawać sens wielu słów bez sięgania do słownika.
- Końcówka -arz często wskazuje na rzemieślnika związanego z materiałem lub przedmiotem: garncarz, bednarz, rymarz, stolarz (od stołu).
- Końcówka -nik pojawia się przy nazwach takich jak powroźnik czy bartnik.
- Rdzeń słowa zwykle podpowiada, co powstaje w warsztacie albo jaka czynność była najważniejsza.
Te same nazwy przetrwały w nazwiskach. Kowalski, Kołodziej, Bednarek, Cieślak czy Szewczyk to ślady dawnych zawodów, które przodkowie wykonywali lub z którymi byli związani. Jeśli ciekawi Cię pochodzenie własnego nazwiska, zajrzyj do słowników etymologicznych i opracowań o nazwiskach. Warto też sprawdzić, czy lokalne archiwa i towarzystwa regionalne udostępniają zapisy o dawnych cechach rzemieślniczych w Twojej okolicy. Zasady dostępu do dokumentów bywają różne, więc najlepiej zapytać o aktualne informacje w konkretnej instytucji.
Dawne rzemiosła nie zniknęły całkowicie. Kowale artystyczni, garncarze czy bednarze nadal pracują, a warsztaty i skanseny często organizują pokazy. To dobra okazja, aby zobaczyć na własne oczy, skąd wzięły się słowa, których używamy na co dzień.